Aplikacje webowe dla firm transportowych
Dostajesz jedno miejsce, w którym widzisz całą flotę: kto jedzie, na czym stoi zlecenie, komu kończy się badanie i czy dokument z rampy już wrócił. Budujemy takie systemy pod to, jak twoja firma naprawdę pracuje, więc biuro przestaje przepisywać z Excela, a rozliczenia kierowców przestają się rozjeżdżać. Przed kontrolą nikt nie szuka papierów po folderach.
Odpowiadamy w jeden dzień roboczy. Odpisuje człowiek z zespołu, nie automat.
- FlowDesk działa u przewoźników od lat
- Zgłoszenia kierowców do 31 krajów
- System i dane zostają twoje
Zlecenie bez przepisywania do Excela
Zlecenie idzie jedną drogą od telefonu spedytora po fakturę, więc nikt nie wpisuje tych samych danych drugi raz.
Klient sam sprawdzi status
Zleceniodawca loguje się i widzi, gdzie jest jego towar, zamiast dzwonić do dyspozytora w środku załadunku.
CMR prosto z telefonu kierowcy
Kierowca robi zdjęcie dokumentu na rampie, a plik ląduje przy właściwym zleceniu, nie na czacie.
Koniec przeklejania między programami
Zlecenia z giełdy i dane do księgowości przechodzą same, więc literówka w relacji nie wychodzi dopiero przy rozliczeniu.
Terminy floty pilnuje system
Badania, Kod 95, ADR, OC, przeglądy i odczyty tachografu przypominają się same, zanim zrobi się problem.
System zostaje twoją własnością
Dane i dostępy są twoje, więc rozwijasz system z nami albo z kimkolwiek innym.
Po co ci własny system, skoro masz już program do zleceń?
Bo gotowy program ma jeden sposób liczenia kierowcy i jeden format zlecenia. Twój stały zleceniodawca chce swojego numeru na dokumentach, a księgowa liczy diety po swojemu. Ma jeden sposób liczenia kierowcy i jeden format zlecenia. Kiedy stały zleceniodawca chce własnego numeru na dokumentach, a księgowa liczy diety po swojemu, ktoś w biurze otwiera Excela. Od tej chwili firma prowadzi dwa obiegi papierów i tylko jednego ktokolwiek pilnuje.
Spedytor dzwoni o 22:00 i pyta, czy masz wolne auto na jutro na Duisburg. Dyspozytor sprawdza w trzech miejscach: w programie, w arkuszu z urlopami i we własnej głowie. To nie jest kwestia dyscypliny. Program po prostu nie ma pola na pytanie, które właśnie padło.
Potem dochodzi reszta. Kierowca wysyła CMR jako zdjęcie na WhatsAppie, bo tak szybciej, a ktoś w biurze przepisuje numery na fakturę. Pliki z karty kierowcy i odczyty tachografu lądują w folderze na dysku i nikt tam nie zagląda, dopóki nie przyjedzie ITD. Zlecenia z giełdy przeklejasz ręcznie, więc literówka w relacji wychodzi dopiero przy rozliczeniu.
Każde takie obejście działa przy kilku autach. Przy kilkudziesięciu samo zaczyna kosztować. Dwie osoby przepisują to samo między dwoma miejscami, a błąd wychodzi na fakturze albo na kontroli, czyli zawsze najdrożej.
Własny system nie jest lepszy od gotowego z zasady. Jest lepszy wtedy, kiedy zdejmuje z twoich ludzi konkretną robotę, którą dziś robią ręcznie.
Gotowy program czy własny system: kiedy który
Gotowy program wygrywa, kiedy pracujesz jak większość i chcesz ruszyć w tydzień. Własny wygrywa wtedy, kiedy twoja przewaga siedzi w czymś, czego abonament nie obsługuje: nietypowe rozliczanie kierowców, zleceniodawca z własnymi wymaganiami, dwie spółki na jednym taborze. Pięć pytań niżej rozstrzyga to szybciej niż kolejna prezentacja handlowca.
1. Czas do startu. Gotowy program uruchamiasz w kilka dni. Własny wymaga tygodni, bo ktoś musi najpierw zrozumieć, jak pracujesz. 2. Dopasowanie. W gotowym dopasowujesz firmę do pól w formularzu. We własnym pola biorą się z tego, co naprawdę wpisujesz. 3. Rachunek. Abonament rośnie z każdym kolejnym autem i każdym kolejnym stanowiskiem. Za budowę płacisz raz. Potem płacisz za opiekę i za to, co dokładasz. Rachunek nie rośnie od tego, że kupisz kolejne auto. 4. Kolejka zmian. W gotowym programie twoje zgłoszenie stoi razem z tysiącem innych. We własnym kolejność ustalasz ty. 5. Wyjście. Z abonamentu wychodzisz z tym, co producent pozwoli wyjąć. Z własnego systemu nie musisz wychodzić, bo jest twój.
Najczęściej ta rozmowa nie kończy się wyborem jednego albo drugiego. Zostajesz przy swoim programie do zleceń i faktur, a my dokładamy nad nim jedną brakującą rzecz: podgląd dla klienta, rozliczanie kierowców albo obieg dokumentów. Wychodzi taniej i szybciej niż wymiana wszystkiego naraz.
Ile to trwa i od czego zależy
Pierwszą działającą część oddajemy zwykle po 6 do 10 tygodniach od zatwierdzenia projektu, resztę dokładamy po kawałku. Termin zależy głównie od tego, ile cudzych programów ma z tobą rozmawiać. Najdłużej trwają rzeczy poza samą budową: zgody i dostępy u zleceniodawcy oraz decyzja, kto po twojej stronie odpowiada za dane.
Na termin wpływa sześć rzeczy:
- Ile ma być w pierwszej wersji. Sam miejsce, w którym leżą wszystkie zlecenia idzie szybciej niż panel razem z rozliczaniem kierowców i obiegiem dokumentów. - Z iloma cudzymi programami system ma się dogadywać. Każde takie połączenie to osobne dostępy, osobne testy, czasem rozmowa z informatykiem po drugiej stronie. - Stan tego, co dziś masz w arkuszach. Jedna tabela z kierowcami przenosi się w dzień. Cztery tabele, w których ta sama kolumna nazywa się za każdym razem inaczej, trzeba najpierw uporządkować. - Ilu ludzi patrzy na dane z różnych stron. Dyspozytor, kierownik transportu, księgowość, kierowca i zleceniodawca z zewnątrz to pięć różnych widoków tego samego. - Czy system ma produkować dokumenty pod kontrolę ITD albo pod audyt. Jeśli tak, ich wygląd ustalamy przed budową, nie po. - Kto testuje po twojej stronie. Jedna osoba, która odpowiada na pytania w ciągu doby, skraca projekt bardziej niż cokolwiek po naszej stronie.
Cenę podajemy jedną i przed startem, po etapie projektu, kiedy zakres jest spisany. Jeśli w trakcie zmieniasz zdanie, dostajesz na piśmie, ile ta zmiana kosztuje i o ile przesuwa termin, zanim ktokolwiek zacznie ją robić.
Często zadawane pytania
Powiedz, gdzie twój obecny program się kończy
Godzina rozmowy zwykle wystarczy, żeby wiedzieć, czy to robota na jedną brakującą część, na spięcie tego, co już masz, czy na osobny system. Odpisuje człowiek z zespołu, nie automat.
Opowiedz o swojej firmie